x

x

czwartek, 2 lutego 2017

Współuzależnienie - podstawy

Unknown
{pexels}

Nienawidzę mężczyzn. Poważnie! Przecież to zgraja pedantów, egoistów i ameb jednokomórkowych. A kobiety? Kobiety, to w ogóle idiotki. Naiwne maniaczki męskiej obecności. Nienawidzę ich wszystkich.

Pierwszy raz w lutym, to przecież trzeba wziąć na warsztat coś cholernie poważnego. Równie poważnego jak to – dlaczego nigdy nie przechodzę na czerwonym świetle albo dlaczego nie kupuję butów na rzepy (tak, autentycznie tego nie robię i to wcale nie z miłości do sznurowadeł, sic!). Albo jak to, dlaczego uwielbiam skandynawskie kryminały i nigdy w życiu nie obejrzałam ani jednego horroru (Archiwum X się nie liczy, nie miałam nawet 7 lat). I nie, dzisiaj nie będzie niczego w stylu „Dlaczego nigdy nie spoważnieję” albo „Dlaczego jestem taka dziecinna?”. Nie spróbuję nawet odpowiedzieć na pytanie „Dlaczego baby są takie głupie i naiwne?”, na ten temat to można byłoby generalnie książkę napisać i dywagować do skończenia świata i o jeden dzień dłużej. I nie, to nie będzie recenzja Moje dwie głowy ani żadnej Jedwabnej pajęczyny, i to niekoniecznie dlatego, że od kilku lat nie napisałam tego rodzaju tekstu.

W tym miejscu warto podkreślić, że nie jestem psychologiem ani nawet nie naczytałam się wielu mądrych książek, nie predysponuję również do miana wyroczni ani mędrca świata (pomijając już fakt, że bliżej do Wielkanocy niż do Bożego Narodzenia). Za to przez lata wyrobiłam w sobie świetny zmysł obserwacji, wnikliwość i zrozumienie w wielu, często niestandardowych, tematach dotyczących ludzkiej natury.

O współuzależnieniu napisano już chyba wszystko, dlaczego więc wśród Polaków jest taka niska świadomość na ten temat oraz dlaczego nie jest to wcale znowu takie marginalne zjawisko? Słysząc to słowo wielu osobom z miejsca ukazuje się obraz tonącego alkoholika, podstarzałej żonki, ewentualnie biednych dzieciaczków, które w przyszłości z całą pewnością będą żyły z syndromem DDA i zatoczą błędne koło. No i nie zapominajmy o tej głupiej i naiwnej Matce Teresie, wylewającej litry alkoholu do zlewu i kontrolującej co miesiąc wypłatę i wydatki męża zwyrola. A jak przyjdzie co do czego, to kto tu tak naprawdę jest ofiarą? Przecież ona ma swój własny rozum, dwie ręce, dwie nogi i to jest takie proste powiedzieć „Do widzenia, Zdzisław”.

I niby współczujemy biednej Teresie, ale prawda jest taka, że prędzej ona zostanie zlinczowana przez tak zwane feministki, w zasadzie pseudo feministki, którym się wydaje, że każda kobieta, to jest w ogóle z definicji samowystarczalna, a jeśli daje się źle traktować facetowi i wchodzi w toksyczne relacje, to generalnie jest sama sobie winna. I to by było tyle na temat babskiej solidarności, co to tak ładnie prezentuje się w mediach.

Wracając jednak do samej teorii i książek, to jakbym chciała przeczytać coś mądrego, to właściwie wszędzie współuzależnienie wiąże się z alkoholikami. A jeśli nie wszędzie, to przynajmniej w większości. Prawda jest taka, że każda osoba uzależniona działa podobnie, żądzą nią właściwie bliźniacze mechanizmy, tylko tutaj powstaje problem z przyczyną współuzależnienia z taką osobą. Bo najczęściej wskazuje się dwie, ewentualnie trzy drogi, z których najpopularniejsze to – zaburzenie osobowości albo syndrom DDA.

Skoro miało być jednak o współuzależnieniu, a nie uzależnieniu, zostawimy na razie w spokoju alkoholików, hazardzistów, narcyzów i psycholi różnej maści. Na wstępie już obaliliśmy trochę mitów, więc jakie są te fakty? Rzeczywiście osoby ze słabą psychiką i skłonnościami do zaburzeń łatwiej się uzależniają od drugiej osoby. Nie powiedziałabym jednak, że to się nie zdarza potencjalnie silnym jednostkom. Bo moim zdaniem głupim jest ten, któremu się wydaje, że mechanizmy ludzkiego postępowania można tak łatwo zamknąć w ścisłe ramy. W końcu to nie jest matematyka ani fizyka kwantowa, a i tam pewnie znalazłyby się jakieś wyjątki.

Prawda jest taka, że ludzie są z reguły zwierzętami stadnymi i nie trzeba mieć jakichś szczególnych zaburzeń psychicznych, żeby chcieć mieć kogoś bliskiego nawet wbrew czerwonym światełkom ostrzegawczym (nie łudziłabym się tutaj jednak, że za pierwszym razem, po dwóch miesiącach czy nawet roku, z całą pewnością ktokolwiek będzie w stanie odróżnić psychopatę od świetnego faceta albo super dziewczynę od skończonej psychopatki), tym bardziej, jeśli relacje z rówieśnikami nie do końca wyglądają tak, jakbyśmy tego chcieli. I w ten sposób na stałe chciałabym zerwać z teorią, że współuzależnienie grozi tylko gospodyniom domowym z przynajmniej dwudziestoletnim stażem małżeńskim.

Prawdopodobnie każdy, komu choć trochę bliska jest jego „druga połówka” jest w stanie zauważyć diametralne zmiany w zachowaniu drugiej strony. I ludzie już tak mają, że pierwszą myślą jest to, że on/ona na pewno mnie zdradza. Przecież zachowuje się dokładnie tak, jak ta postać z Na Wspólnej, kiedy wdała się w romans ze sklepikarką. Tak, to na pewno o to chodzi! Z drugiej strony zaś, jeśli iść tropem znanych amerykańskich poradników związkowych, można by przypisać stopniowe oddalanie się partnera jako typowy cykl fali czy innej jaskini - faceci tak w końcu mają.

Czy to prawda, że kobiety częściej padają ofiarą współuzależnienia? Tak. I nie wynika to wcale z definicji, że kobieta, to słaba płeć, tylko z bardziej emocjonalnego podejścia do świata oraz (w przypadku konkretnie Polski) w dużej mierze z wychowania. Zazwyczaj już od wczesnych lat jesteśmy zewsząd atakowane poglądami, że kobiety to generalnie stworzone są do opiekowania się innymi. A jak trafi, nie daj Boże, na idealistkę, która wierzy w jedną miłość do końca życia, to już w ogóle pozamiatane.

Współuzależnienie cechuje się głównie źle pojętym rozumieniem miłości i pomocy, która się z nią wiąże. Bo o ile pomaganie i wspieranie się nawzajem są bardzo ważnymi elementami każdego związku, o tyle wieczne wyręczanie drugiej strony i branie za nią odpowiedzialności już nie jest normalne. Często się wtedy zapomina, że ma się do czynienia z inną osobą dorosłą i podejmuje się próby skontrolowania sytuacji, a właściwie właśnie konkretnie partnera.

Czy to prawda, że z toksycznych relacji się nie wychodzi, tylko się z nich ucieka? I tak, i nie. Czasami się po prostu z nich wyrasta albo niezwykle pomocni okazują się przyjaciele. Bo warto wiedzieć, że im silniejsza i pewniejsza siebie staje się współuzależniona, tym mniej atrakcyjna jest w oczach osoby zaburzonej.

Czy zawsze potrzebna jest terapia? Niekoniecznie, czasami najlepszym terapeutą okazuje się być... samo życie. Ale to wszystko zależy od czasu trwania i intensywności uzależnienia od innej osoby.

Unknown / Author & Editor

Niespokojna dusza. Artystka. Pisarka. Poetka. Felietonistka. Siostra. Córka. Niepoprawna marzycielka. Follow my blog with Bloglovin

6 komentarzy:

  1. Nie mogę się w pełni zgodzić ze zdaniem "Bo warto wiedzieć, że silna i pewna siebie osoba jest kiepskim materiałem na partnera osoby zaburzonej.".
    Dzięki takiej "silnej" osobie udało mi się pokonać współuzależnienie i "wrócić do żywych".
    Chociaż przyznam z obserwacji, że toksyczni nie potrafią znieść pewnych siebie ludzi, którym nie umieją zepsuć światopoglądu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście trochę niefortunnie się wyraziłam w tym zdaniu, wydawało mi się, że w kontekście brzmi spójnie, ale po Twoim komentarzu widzę, że jednak nie - bo chodziło mi o punkt widzenia zaburzonego. Im silniejsza się stajesz, tym mniej atrakcyjna dla niego. Dlatego już to poprawiam :)

      Usuń
  2. Mam szczęście być w bardzo zdrowym związku i z tymi toksycznymi w zasadzie w ogóle nie miałam styczności ale wiem, że problem występuje bardzo często więc każdy taki tekst na wagę złota <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to coraz częściej, a w naszym społeczeństwie albo nie mówi się o tym głośno (to wszystko jest jeszcze mam wrażenie w powijakach, wspomniałam chociażby na wstępie od dwóch nowych pozycjach książkowych w tej sferze) albo właśnie idzie się w stereotypy.

      Usuń
  3. Byłam w toksycznym związku, na szczęście jest już za mną, a ja wyniosłam mnóstwo mądrości z tych kilku lat. Powiem szczerze, że teraz idę przez życie silniejsza - nie stało się to od razu po zakończeniu, ale widzę to z perspektywy czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężkie przeżycia hartują. Dobrze, że to tylko sprawiło, że stałaś się silniejsza, bo nie każdy idzie później dobrą drogą. Niektórzy się wręcz załamują. Dlatego to takie ważne mówić o tym głośno i nie dawać przyzwolenia na psychiczne znęcanie.

      Usuń

Cały świat wypełniony jest przez różne rodzaje energii. Dlatego uważam, że jednym z najważniejszych elementów życia jest przekazywanie innym pozytywnych wibracji, a także czerpanie odpowiedniej energii z zewnątrz. Traktuję bardzo poważnie swój rozwój osobisty, dlatego konsekwentnie podążam do celu wyznaczoną przez siebie ścieżką. Nie ma rzeczy niemożliwych - trzeba tylko chcieć.

Copyrights @ 2017 pannaWsieci | Credits Blogger Templates and Gooyaabi Templates | Customized C.